Blog,  Tematy psychoterapii

Jestem OK – czyli o akceptacji siebie

„Ty, jak nikt we Wszechświecie, zasługujesz na swoją miłość” Budda

          Próbując nieustannie dogonić czyjeś oczekiwania i sprostać jakiejś określonej, wyobrażonej wizji siebie i swojego życia zdarza się, że docieramy do ściany. Stajemy zagubieni w miejscu nie rozumiejąc, dlaczego, skoro innym się udaje, mi nie. Spoglądamy na siebie oczami wewnętrznego krytyka. Nierzadko zatrzymanie się w takim postrzeganiu siebie i otoczenia powoduje, że nasze niezrealizowane wizje i surowe osądy wpływają na to jak postrzegamy innych. Jeszcze bardziej nakręcając toczące się koło rosnących wymagań, często nie możliwych do zrealizowania.

          Nierealne życie

          Czy wierzysz, że są ludzie, w których życiu nie ma żadnych zmartwień i trudnych przeżyć? Ja nie. Mam jasność, że zmartwienia i trudne przeżycia są subiektywne. To co dla jednych będzie błahostką, czy wręcz czymś śmiesznym, dla kogoś innego jest prawdziwe. Każdy czas ma określone kanony piękna, nurty w edukacji, zwyczaje, mody. Aktualnie mamy modę właściwie na wszystko, dlatego jeszcze trudniej jest jej sprostać. Obserwując media, show biznes, ale też naszych znajomych jak pokazują siebie w mediach społecznościowych czy w towarzystwie można by sądzić, że dzisiejszy dorosły:

          Rozwija się duchowo, emocjonalnie, jest ciągle zmotywowany. Dba o swój rozwój i karierę, wie czego chce i skutecznie do tego dąży. Ma już 10 letni plan. Realizuje coraz to nowe wyzwania, ma satysfakcjonującą pracę, zarobki i czas wolny. W tym wolnym czasie realizuje się i sportowo – coś trenując i kulturalnie – teatr, kino, koncerty, do tego oczywiście nie zaniedbuje życia towarzyskiego i rodzinnego. Jest również zabezpieczony finansowo ładnie mieszka, ma samochód i inne potrzebne dobra. Ma czas na budowanie relacji lub już ją zbudował. Zdrowo się odżywia i dba o ekologie, fajnie jak ma zwierzaka, najlepiej rasowego, ale z adopcji. Regularnie sprząta, uczy się, podwyższa kwalifikacje, ćwiczy, je, i myślę, że każdy by znalazł jeszcze coś do dopisania.

       Obserwujemy to w social mediach, które są już wszechobecne i związane z większością życiowych aktywności. Nasycone takim obrazem osoby, starają się dorównać temu obrazowi, pokazując siebie w jak najbardziej zbliżony sposób, ukrywając to co do obrazu nie pasuje i jednocześnie wspierając ten mit. To umacnia nasze osobiste odczucie odstawania od tego co jest aktualnie (zafałszowaną) „normą”. Jednocześnie od wielu już lat obserwuje się niesłabnący „wyścig szczurów”. Rozpoczyna się często już w szkołach, jest wspierany przez niektóre z nich wraz z rodzicami – twierdząc, że to najlepiej przygotuje ich dzieci na czasy w jakich przyszło nam żyć. Nie widzą, że sami te czasy tworzą. Otoczeni taką aurą, wyrastamy na osoby zależne od opinii innych i bojące się odstawać, nie nadążać.

       Przeszłość

       Nasza przeszłość i to czego doświadczaliśmy jako dzieci, nastolatki nie jest tu bez znaczenia. To jeden z większych puzzli w tej układance. Wszyscy mamy potrzebę akceptacji. To w jaki sposób była realizowana, kiedy byliśmy zależni ma znaczny wpływ na poszukiwanie akceptacji w życiu dorosłym u siebie i u innych. Jeśli doświadczaliśmy krytyki, porównywań z innymi („co dostałaś ze sprawdzianu? A Franek co dostał? A widzisz można lepiej?”), niespełniania oczekiwań („Co dostałaś ze sprawdzianu? A czemu nie 6?”), otrzymywanie uwagi tylko w momentach realizowania określonych rzeczy będzie miało wpływ na to jak widzimy siebie dziś. Każde z takich doświadczeń może wpływać na nas na wiele różnych sposobów i ciężko wyznaczyć tu określone związki przyczynowo skutkowe. Ponieważ wpływ na to ma wiele zmiennych. Uogólniając takie doświadczenia mogą kierować nas w stronę perfekcjonizmu. Zbudować w nas surowego krytyka, który zastąpi głos rodziców, opiekunów. Wyostrzenie się cech przypisywanych osobowości narcystycznej, czy chwiejności emocjonalnej wynikającej ze zdestabilizowanego obrazu siebie. To czy i w jaki sposób budowano w nas poczucie własnej wartości – wpłynęło na naszą pewność siebie i stabilność oraz wiarę w siebie. Analizowanie własnej przeszłości może być trudne do zrealizowania samemu, świadomość obciążeń z domu rodzinnego jest pomocna w zrozumieniu siebie i budowaniu zmiany.

       I co dalej?

       To co możemy robić na co dzień to zatrzymywać się w różnych momentach, prowadzić wewnętrzny dialog. Sprawdzać ze sobą czy z tym jaki teraz jestem, w tym co robię, jak spędzam czas jestem w zgodzie ze sobą, czy może jednak powoduje to jakiś mój dyskomfort. Jakie są motywy podejmowanych aktywności? Czy decyduje się na to, bo chcę, czy czuje, że powinienem/ muszę/wypada/ inni już…Sprawdzanie do czego daje sobie prawo (do odpoczynku, do rozwoju), a do czego nie (nie daje sobie prawa do lenistwa, nie daje sobie prawa do gorszego dnia…) i zwracanie uwagi czy jest mi z tym dobrze, czego potrzebuje. Rozkodowywanie przeszłości i jednocześnie nie danie się przyszłości bywa bardzo trudne, ponieważ życie nie staje w miejscu. Codziennie jesteśmy otoczeni przez ludzi, sytuacje, które nie zawsze dają nam czas na wystarczającą refleksje, a jednocześnie nierzadko automatycznie włączają nasze utrwalone schematy, myśli i emocje – ocenianie siebie, porównania, po których jest już tylko trudniej dotrzeć do neutralności, która pozwoli na wewnętrzny dialog, a nie samokrytykę. Możemy przypominać sobie, że to my decydujemy o naszym życiu i tym jakie będzie. Jednocześnie w trudnych momentach porównań czy skierowania uwagi na innych, sprawdzanie czy faktycznie znam dokładnie życie osoby, do której się porównuje, bo być może opieram się tylko na fragmencie, który jest tylko jedną częścią. Trudności związane z akceptacją siebie są jednym z powodów spotkań i pracy terapeutycznej, choć oczywiście nie jest to regułą. Każdy z nas ma swoje granice tolerancji i zasoby które mogą być pomocne w codziennym radzeniu sobie.

       Moje doświadczenie

       Gdybym miała się rozejrzeć zobaczyłabym, że odstaje znacznie od miejsca, w którym jest znaczna większość moich koleżanek – choćby ze studiów. Nie mam rodziny, własnego mieszkania. Mieszkając 7 lat w Warszawie mam za sobą 7 przeprowadzek. Zdarza mi się w wolny dzień nie robić nic pożytecznego – lenić się, zdarza się też, że spędzam taki czas aktywnie, kulturalnie lub towarzysko. To nad czym pracowałam przez wiele lat i wciąż to kontynuuje to nad dawaniem sobie przestrzeni dla różnych wersji mnie. Jestem ok – kiedy się lenie, jestem ok – kiedy mam zaplanowany wolny czas co do minuty, jestem ok – gdy wezmę za dużo pracy i nie mam wolnego dnia. Jestem też człowiekiem i mam dni, kiedy zastanawiam się czy jestem wystraczająca i w odpowiednim miejscu. Jest to dla mnie wyraźny sygnał, że czas na zdrowy egoizm i skupienie się na sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *