Blog

Relacja terapeutyczna

O relacji terapeutycznej postanowiłam napisać po pytaniu jednej z osób obserwującej mnie na instagramie. Ten tekst na pewno nie wyczerpie tematu. Mam nadzieję, że będzie pomocny nie tylko dla klientów, czy osób wahających się czy zdecydować się na spotkanie z psychoterapeutą , ale także studentom psychologii czy osobom myślącym o szkole psychoterapii i takim kierunku zawodowym. Wizje i rozumienie relacji terapeutycznej są podobne w wielu nurtach zaś różnią się nieco hierarchią uznania jej jako czynnika leczącego. Ponieważ ja uczę się i pracuję w nurcie zintegrowanym, humanistycznym z jego perspektywy, będę ją opisywać. Nie miałam nigdy umiejętności pisania naukowych tekstów, więc pewnie taki on nie będzie, mimo to mam nadzieje, że odniesienia do mojej praktyki i literatury przyniosą Wam korzyść.

Relacja terapeutyczna w teorii

Rogers jeden z głównych przedstawicieli psychologii humanistycznej oraz psychoterapii zorientowanej na klienta, która jest ważnym elementem psychoterapii zintegrowanej uważa, że psychoterapia to taka relacja z drugą osobą, która „sprzyja zdrowym zmianom i ułatwia rozwój”. Do stworzenia tej relacji niezbędna jest atmosfera zaufania. By taką atmosferę stworzyć według Rogersa potrzebny jest określony stosunek psychoterapeuty do klienta opierający się na:

AKCEPTACJI – akceptowanie klienta i jego doświadczenia w sposób bezwarunkowy, nie oceniając go, odsuwając wartości oraz kryteria godności.

EMPATYCZNYM ZROZUMIENIU – To głębokie zrozumienie klienta oraz tego czego aktualnie doświadcza.

AUTENTYCZNOŚĆ – zachowuje własną autentyczność, wykazuje spójność z własnym doświadczeniem i jest świadomy tego co się z nim dzieje, oraz świadomym tego co komunikuje klientowi. Co oznacza, że zachowuje się w zgodzie ze sobą.

„Powstaje szansa by terapia stała się dla klienta przykładem konstruktywnych kontaktów z innymi ludźmi, w których ryzykuje możliwość zaakceptowania własnej osoby, zrozumienie siebie, przejawienie własnej autentyczności. Warunki te mogą w nim zainicjować proces konstruktywnych zmian.”(Strelau, 2007).

Czabała pisze o tym, że relacja terapeutyczna jest doceniana przez wszystkie nurty psychoterapeutyczne i jednym z najbardziej znaczących czynników leczących. W psychoanalizie podstawą jest świadomość przeniesienia i przeciwprzeniesienia, umiejętność rozpoznawania ich i pracowania z nimi. Szkoła poznawczo – behawioralna korzysta z technik, w których istotnym jest by terapeuta wzbudził zaufanie, dzięki któremu klient uzna autorytet terapeuty i otworzy się na proponowane ćwiczenia czy sugestie. Jednym z głównych czynników leczących jest tu modelowanie, które nie zaistnieje jeśli terapeuta nie przekona klienta o swojej wiarygodności i kompetencji. Terapia systemowa czyli praca z całym systemem rodzinnym wymaga od terapeuty zrozumienia rodziny oraz relacji między jej członkami, jednocześnie nie wchodząc w sojusze, emocjonalne koalicje, zachowanie dystansu który nie pozwoli na emocjonalne uwikłanie. W nurcie humanistycznym jak pisałam powyżej relacja terapeutyczna opiera się na empatii, akceptacji i autentyczności, pozwala na otwieranie się przed pacjentem, dzielenie swoimi przeżyciami czy doświadczeniami. W zależności od etapu terapii relacja terapeutyczna będzie się zmieniać. W początkowym etapie terapeuta jest towarzyszący, wspierający i słuchający. Dzięki pełnemu uznaniu trudności i cierpienia klienta oraz empatycznemu odzwierciedleniu tworzy się podstawa relacji terapeutycznej zaufanie. Z czasem trwania terapii w kliencie tworzy się gotowość do głębszej pracy tym samym poruszania często tematów trudnych, emocjonalnych. Na tym etapie relacja terapeutyczna się zmienia, klient wpuszcza terapeutę do świata swoich trudnych doświadczeń jednocześnie dając zgodę na powstanie asymetrii. Terapeuta w tym etapie może być bardziej dyrektywny, zawracać klienta do pewnych obszarów, proponować tematy, ćwiczenia, które mają na celu przepracowanie trudnych momentów z życia klienta. Dzięki temu zyskuje już nie tylko większą świadomość siebie, ale przede wszystkim nowe doświadczenia, ma szansę się zintegrować, przepracować traumy. W końcowym etapie kiedy klient przepracował zatrzymujące go doświadczenia, lepiej poznał siebie, wzmocnił się czy pogłębił świadomość, wraz z terapeutą obserwuje stosowanie nowych sposobów radzenia sobie i innych nabytych umiejętności. W tym etapie relacja terapeutyczna staje się bardziej partnerska. Z czasem następuje moment w którym zarówno klient jaki terapeuta przygotowują się do zakończenia terapii i rozstania. W obu stronach mogą pojawiać się różne uczucia, terapeuta wnosząc je traktuje klienta jak kogoś kto może wziąć pełną odpowiedzialność za relacje z innymi ludźmi. Terapeuta powinien uważnie obserwować siebie w tym etapie i w razie potrzeby superwizować swoją pracę.(Czabała,1997)

Relacja terapeutyczna w praktyce.

Postaram się opisać jak wygląda to w praktyce opierając się na fragmentach konwersacji, którą miałam z osobą, która pytała o relację terapeutyczną.

Relacja ta jest mocno niecodzienna, a nawet sztuczna.”

Niecodzienna tak, sztuczna nie. Mimo tego, że spotykamy się w określonym celu, klient często płaci za spotkanie, to sama relacja proces jaki zachodzi pomiędzy nim, a terapeutą jest prawdziwy. Klient przychodzi i dzieli się swoimi prawdziwymi trudnościami, doświadczając prawdziwych emocji (lęku, zawstydzenia, zagubienia). Terapeuta jest z nim i reaguje w sposób autentyczny i empatyczny. Mam nadzieje, że wcześniejsza część teoretyczna nakreśla jakie są idee pracy terapeutycznej i tworzenia się relacji, która jest podstawowym czynnikiem leczącym. Oczywiście jest to odmienna relacja od tych funkcjonujących poza gabinetem. Umiejętności oderwania się od własnych wartości, czy uważność na własne odczucia przy jednoczesnym towarzyszeniu klientowi jest wyuczona, ale nie jest sztuczna. Terapeuta może dzielić się zarówno swoimi odczuciami z ciała, pojawiającymi się emocjami czy doświadczeniami, to co odróżnia tę rozmowę od koleżeńskiego spotkania to świadomość i wiedza terapeuty również o sobie. Otwiera się na klienta w sposób, który ma mu pomóc, a nie wzbudzić sympatię, aprobatę, czy w inny sposób gratyfikować terapeutę. Właśnie dlatego, że ta relacja jest prawdziwa i ewoluuje podobnie zresztą do budowania znaczących relacji w świecie poza terapią, wzrastające zaufanie pozwala na pogłębianie pracy. Osobiście proces terapeutyczny postrzegam jak swego rodzaju inkubator, bezpieczne środowisko do rozwoju i zbudowania potrzebnych umiejętności, czy uporaniu się z trudnościami. Relację terapeutyczną natomiast jak idealną relację z osobą znaczącą – przy której klient może być sobą, może czuć się bezpiecznie, jednocześnie z czasem eksplorować coraz szersze tematy, może w bezpieczny sposób sprawdzać swoje emocje i umiejętności, otrzymując przy tym informacje zwrotne, ale bez oceny i odrzucenia, by w trakcie tego rozwoju dotrzeć do momentu kiedy jest już w pełni samodzielny i gotowy odejść i przechodzi w bezpieczny sposób proces separacji i pożegnania.

Etyka zawodowa stoi na straży tego by nie podejmować się procesów terapeutycznych, których nie będę w stanie prowadzić z powodu osobistych wartości. Terapeuta jest człowiekiem, każdy z nas ma swoje wartości, przekonania i idee według których żyje. Uczymy się w szkołach zdystansowania od nich, jednak są takie, które są podstawą naszej moralności i je ciężko jest odciąć. Oznacza to w praktyce, że może się zdarzyć, że spotkamy się z klientem z którym nie będziemy w stanie pracować ze względu na nasze przekonania. Dlatego tak ważna jest samoświadomość psychoterapeuty. W takich przypadkach z zachowaniem autentyczności i poszanowania klienta zazwyczaj dba się o to by przekierować go do właściwego specjalisty. Takie sytuacje są raczej wyjątkowe i są oddzielnym tematem dotyczącym etyki zawodowej.

Czy jest możliwe całkowite oddzielenie życia zawodowego od prywatnego czy mimo woli jednak myśli się o swoich klientach”.

To pytanie rozszerzyłabym również na inne zawody pomocowe. Czy nauczyciel myśli w domu o swoich uczniach? Czy lekarzowi zdarza się myśleć o pacjentach? Tu wszystko zależy od człowieka. Higiena pracy jest bardzo ważna, tajemnica zawodowa służy temu by spraw klientów nie przynosić do domu. Superwizja ma pomagać w uporaniu się z pojawiającymi się w nas trudnościach, wątpliwościach i emocjach, dzięki niej zachowujemy właściwy obraz pracy. Jednak procesy terapeutyczne są długie trwają nie zawsze, ale często rok lub dłużej. W tym czasie z klientami przeżywa się ich prawdziwe historie, towarzyszy w przełomowych momentach. Niejednokrotnie czuje się wzruszenie, złość czy dumę i są to prawdziwe emocje, nie zawsze jest łatwo zamknąć je za drzwiami. Zaryzykuje stwierdzenie, że każdy sam decyduje jak bardzo chce i umie je oddzielić. Odwołam się do własnych doświadczeń, na początku mojej pracy zawodowej było mi bardzo trudno. Kontakt z pacjentami miałam jeszcze na studiach, współpracując z ośrodkiem uzależnień i bardzo mocno przeżywałam te doświadczenia. Nie umiałam wtedy ani się zdystansować, ani zachować odpowiedniej równowagi, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że był to czas kiedy praca była ze mną również w domu. Z czasem nabierałam umiejętności i radziłam sobie coraz lepiej. Zmieniałam też aktywności zawodowe i to również ma znaczenie. Bo są tematy, które będą nas osobiście poruszać bardziej, a inne mniej i tu zmienną jest to kim jesteśmy co lubimy, jakie mamy poglądy. Były więc aktywności, które wpływały na mnie bardziej. Dziś mam znacznie większą świadomość siebie, ale inaczej też patrzę na ten temat. Rozdzielam pracę od życia prywatnego, ale nie znaczy to, że nie myślę o moich klientach. Myślę, kiedy przygotowuje się do sesji i po sesji przez jakiś czas. Kiedy czytam, czy uczę się w szkole. Czy myślę oglądając film „o ta scena spodobałaby się x – mając na myśli klienta”? Nie, ale raczej dla tego, że ta relacja jest mimo wszystko inna, głębsza. Co nie zmienia faktu, że pamiętam czym się interesują moi klienci i jeśli widzę coś takiego to mózg trochę automatycznie ich przywołuje, co moim zdaniem nie wpływa na życie prywatne bo ta myśl się pojawia i znika. Nie odrzucam myśli o swoich klientach, mam w sobie na to zgodę. Wybrałam ten zawód świadomie, znając swoją wrażliwość. Relacje w których jestem choć są różne wszystkie są dla mnie ważne, nie wyobrażam sobie by zamykać je w jakimś pudełku i otwierać wyłącznie na sesje czy superwizje. Jednocześnie dbam o higienę pracy, korzystam z superwizji i dbam o swoje życie prywatne starając się zachować w nim równowagę.

Zakładam, że nie mówi się tutaj o przywiązaniu jako takim bo tutaj chodzi też o poczucie bezpieczeństwa i pewną zależność emocjonalną.”

Do tego najtrudniej mi się odnieść. Słowo przywiązanie, łączy się dla mnie silnie ze słowem wiązanie, które mówi o jakimś ubezwłasnowolnieniu, robieniu czegoś wbrew woli drugiej osoby. Z drugiej strony opierając się na definicji słowa przywiązanie („uczucie sympatii i silnej więzi emocjonalnej”) może się ono pojawiać. Mimo wszystko właściwsze niż określanie tej relacji jako przywiązanie wolę określać ją jako relacje znaczącą. To co buduje poczucie bezpieczeństwa i nie jest wiązaniem jest kontrakt terapeutyczny. Zabezpiecza on obie strony zawiera wspólne ustalenia dotyczące spotkań, celu, charakteru, tego co jest możliwe i co nie jest oraz wyznacza granice kontaktu. Jednocześnie pojawiające się w trakcie uczucia i doświadczenia mogą powodować, że istnieje wzajemna sympatia czy troska. Niejednokrotnie słyszałam, poza gabinetem terapeutycznym jak osoby z mojego prywatnego otoczenia mówiły „tęsknie za swoją terapeutką”, z drugiej strony w świecie zawodowym słyszałam: „lubię swoich klientów”,”martwię się o swoją klientkę”. Takie uczucia są prawdziwe i mają swoją zasadność, jednocześnie nie muszą oznaczać nadużycia czy przekroczenia granicy relacji klient terapeuta.

Lambert przedstawia jakie czynniki pomocne osiągnięciu sukcesu wskazali pacjenci, którzy ocenili swoją terapię jako udaną. Wymieniali oni poczucie bycia zrozumianym, wsparcie ze strony terapeuty, pobudzenie do osiągania wglądu czy uczciwość terapeuty oraz jego troskę i zainteresowanie. (Lambert, 1991). Pokazuje to wartości jakie niesie ze sobą nawiązanie właściwej relacji i to co dzięki niej można osiągnąć.

Dziękuję jeśli udało Ci się dobrnąć do końca. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam specyfikę relacji terapeutycznej (w nurcie zintegrowanym), rozwiałam część wątpliwości. Jeśli pojawią się jakieś dodatkowe pytania to zachęcam do zostawienia go w komentarzu lub napisania maila . Jestem ciekawa Waszych wrażeń, wniosków i przemyśleń i gotowa na ewentualną krytykę. Tekst z pewnością nie wyczerpuje tematu, ale mam nadzieje, że będzie przydatny.

 

  1. Strelau. J (red.) (2007) Psychologia podręcznik t.3, Gdańsk, GWP s. 771-781
  2. Czabała. Cz.J (1997) Czynniki leczące w psychoterapii, Warszawa, PWN s.38-46, 81-84, 176-23
  3. Lambert M.J (1991) Introduction to psychotheraphy research. W: L. E. Beutler, M. Cargo (red.) Psychotherapy reseach. AN international review of programmatic studies, Washington, American Psychological Association s. 1-11

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *