psychoterapia online
Blog,  Tematy psychoterapii

Terapia to ani recepta na życie, ani przyjaźń za pieniądze, czyli co?

Kiedy jesteśmy zagubieni bardzo chcemy by ktoś powiedział nam jak żyć. Kiedy jesteśmy przytłoczeni życiowymi doświadczeniami i latami odpowiedzialności bardzo chcemy by ktoś wziął to od nas i zdecydował za nas. Żeby coś zrobił. Uratował nas. Ta potrzeba jest dla mnie zrozumiała. Wiem z czego wynika, wielu klientów wypowiadając różne zdania bliskie temu też to wie, a jednak pyta – „co mam zrobić”. Dlaczego terapeuci tego nie mówią i nie udzielają rad? 

Terapia to nie przyjaźń za pieniądze. 

Niezależnie od nurtu psychoterapii w którym się pracuje myślę, że większość terapeutów zgodziłaby się ze mną, że właśnie to nie dawanie rad jest tym co odróżnia relacje terapeutyczną od innych relacji. Rodzice, partner_ka, przyjaciele, rodzeństwo od tych osób często słyszymy proszone lub nie rady. “Ja na Twoim miejscu…”, “Powinieneś_nnaś był_a…”, “ Mówiłem_łam Ci….”, są więc wśród nas osoby, które nie jednokrotnie chcą za nas zdecydować, wziąć na siebie część odpowiedzialności, ale z jakiegoś powodu to nie działa. Nie chcemy tych rad, nie słuchamy ich, a czasem wywołują nas złość. Te pomysły, rozwiązania nie są nasze, a czasem nie są zgodne z nami. To co dzieje się w relacji terapeutycznej to poprzez nią i budowane poczucie bezpieczeństwa klient_ka ma szansę docierać do swoich decyzji, prawd, znaczeń. Poszerzać perspektywę, sprawdzać czy to jest to czy może nadal nie, uczyć się nowych potrzebnych umiejętności. Poznawać siebie i uczyć się dbać o siebie w najlepszy dla siebie sposób. Bo co dobre dla mnie, nie musi być dobre dla Ciebie. Dzięki tej pracy i poznaniu siebie przy okazji klienci_tki pozbywają się objawów, które były powodem zgłoszenia, bóli w ciele, nadwagi przez zajadanie stresu, napadów lękowych, uciekania od tego co trudne w tym od ludzi i relacji.  

Dlaczego terapia tyle trwa?  

Różnorodność nurtów psychoterapeutycznych wpływa również na długość procesów. Są terapie, które trwają krócej (poznawczo-behawioralna, terapia skoncentrowana na rozwiązaniach), a są takie które zakładają dłuższą pracę (psychodynamiczna, humanistyczna, Gestalt). Jednak najbardziej decydującą zmienną nie jest sam nurt, a przeżycie, z którym się przychodzi, wcześniejsze doświadczenia, gotowość do terapii i zmiany, styl wchodzenia w relacje – czas jakiego potrzebujesz by zaufać. Jeśli przez lata czujesz narastające w Tobie napięcie od odczuć w brzuchu, gardle, klatce, przez silniejsze napady lęku, do ataków paniki uniemożliwiających funkcjonowanie, to, to narastanie było procesem.

Wychodzenie z tego również nim będzie. Bo często dość jasne staje się w trakcie spotkań, że samo doświadczanie np.: lęku – choć jest widocznym i namacalnym dyskomfortem jest tylko przedsionkiem do tego co jest pod nim – do traum, strat, zaniedbań. Zanim więc zaufasz i się otworzysz mija czas. Docierając do niektórych obszarów masz prawo nie czuć od razu gotowości do ich eksplorowania, to znowu jest czas. Pewnych przeżyć i uczuć nie dopuszczałaś_łeś do siebie przez lata, zapraszanie ich do swojego życia to nie koniecznie jedno zaproszenie. W procesie terapii, sprawdzanie relacji terapeutycznej jest jej elementem, ale znowu to czas. Pracując głównie z dorosłymi spotykam się z ludźmi, którzy przez lata nosili w sobie różne tematy, przez lata nie otrzymywali tego co potrzebują, przez lata słuchali trudnych – krzywdzących zdań, które wpłynęły na ich przekonania o sobie, świecie i innych – to trwało. Docieranie do tego, dawanie sobie tego czego brakowało, zmiana przekonań i schematów – to trwa. 

Ta sama przyczyna, ten sam terapeuta, a metody inne

DDA czy DDD nie równa się taki sam człowiek, choć doświadczenia w jakiejś części są podobne. Nie ma wyciętych i gotowych szablonów, które przykłada się do klienta i gotowe. Każdy człowiek jest inny, każde przeżycie choćby w tym samym temacie – domowych dysfunkcji, depresji, lęków – jest inne. To powoduje, że w tym samym temacie można pracować różnymi metodami i czas trwania terapii może być różny. Ktoś jest w terapii 4’ty rok, boisz się jak tylko to słyszysz, to Cię zatrzymuje. Twoja terapia nie musi tyle trwać. Nie ma tu reguł. Jest człowiek i jego przeżycie, ona_on i jego_jej gotowość. Jeśli czyjś terapeuta robi tak, a Twój inaczej nie znaczy, że któryś z nich robi źle, a jeśli coś Cię martwi zapytaj.  

To nie ja Cię leczę, to Ty budujesz nowego_ą siebie 

Choć zdarza się, że mówi się o jakimś rodzaju magii w terapii, jest to zdecydowanie metafora subtelnych zmian i przesunięć, które dzieją się zazwyczaj na wielu poziomach i dają się zobaczyć po czasie. Terapeuta nie jest wróżką ani lekarzem. Nie ma tajemnych mocy wpływania na Twoje życie. Zmiana w terapii to praca klientów_tek. To Ty będąc w procesie wykonujesz pracę nad sobą, poznajesz siebie, zmieniasz się, uczysz się. Terapeuta jest towarzyszem, który dba o Twoje bezpieczeństwo i ma narzędzia, które mogą Ci pomóc w drodze do siebie, ale nie zrobi tego za Ciebie.

Skoro to czyjaś praca – jej_jego to po co komu terapia? To nie prawda, że jesteśmy w stanie wszystko zrobić sami. Czasem tym dużym obszarem pracy jest przeżywanie z kimś – pozwolenie sobie na przeżywanie – doświadczenie tego, że ktoś Ciebie i Twojego przeżycia nie umniejsza. Nasze mechanizmy obronne tak bardzo nam kiedyś potrzebne dziś stoją na straży nawet tego co już nie jest nam ani potrzebne, ani przydatne, a czasem wręcz jest szkodliwe albo powoduje cierpienie. To na podłożu najważniejszych, pierwszych relacji – z rodzicami/ opiekunami, tworzą się przekonania i schematy. Droga do ich obalenia, odrzucenia, bo nie czujesz, że są Twoje, bo czujesz, że Cię blokują, a może krzywdzą nie musi być samotną walką i zmaganiem ze sobą. Dostając akceptacje i zrozumienie, uznanie potrzeb, łatwiej dać ją sobie samemu_ej, ale to też proces i nauka.

A po terapii życie bez problemów….. 

To trudne oczekiwanie, które pojawia się przed lub na początku terapii i zmienia się w trakcie procesu. Cudownym obrazem byłoby życie po terapii, gdzie nie ma już problemów. Trudnej teściowej, nieakceptujących rodziców, szefowej stosującej mobing, osoby w pracy, która molestuje innych. Terapia to proces i zmiana osoby, która w nim jest, a nie świata na około niej. To po co się trudzić, skoro nic się realnie nie zmienia? Ojciec nie przestanie pić, a partner_ka nie przestanie zdradzać. Mając rozwiniętą samoświadomość, rozumienie siebie, swoich potrzeb, wzmocnione zasoby, poczucie wartości, skuteczności, my możemy inaczej się zachowywać. Mając więcej umiejętności związanych z asertywnością – od mówienia NIE i stawiania granic, po reagowanie na pochwały albo krytykę to my możemy wybierać inaczej. Te i wiele innych elementów, które są małymi, ale bardzo ważnymi kawałkami Ciebie sprawia, że choć na zewnątrz jest tak samo Ty jesteś już inną osobą. Dzięki temu, widzisz więcej możliwości, masz więcej narzędzi, możesz wybierać inaczej, decydować inaczej, a przez to żyć inaczej. I choć na zewnątrz nic się nie zmieniło, nic już nie jest takie samo.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *